Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

12.09.2014
piątek

Już

12 września 2014, piątek,

Przeczytałem. Gratuluję Państwu i sobie też.

Zrazu instynkt samozachowawczy podpowiadał mi, aby na zbagatelizować i zdekonstruować ideę konkursu. Fakt: żyjemy w czasach obłędnych igrzysk (czasem igrzysk śmierci), pojedynków stulecia, gier o przeróżne trony, czelendżów, rekordów, tabel, rankingów, talent shows, pojedynków kucharzy, szafiarek i fryzjerów, słowem: żyjemy w czasach konkurso- i castingomanii, o których nie śnił nawet Neil Postman, autor „Technopolu”, „Zabawić się na śmierć” i innych znamienitych studiów podejmujących ten wątek krytyki współczesności. Uwierzcie mi: konkursy to nie jest Śmiertelnie Poważna Sprawa, a przynajmniej warto okazać trochę dystansu wobec takiej wizji świata, w której liczy się to, co policzalne, wymierne i zhierarchizowane. W gruncie rzeczy śmieszą mnie konkursy, w których na jednej szali kładzie się książkę poetycką Marcina Świetlickiego, a na drugiej, dajmy na to, powieść Jerzego Pilcha. I to literatura, i to literatura. Reportaż też literaturą bywa, biografia także. To trochę tak, jakby porównywać łyżwiarstwo szybkie i figurowe. Wszak w obu przypadkach jeżdżą przecież na łyżwach. Kto jest lepszym gitarzystą? Hendrix, Page czy Ray Vaughan? Magazyn „The Rolling Stone” to wie, ale przecież – gdyby potraktować taką zabawę na poważnie – wychodzi kompletna bzdura.

Myślałem kiedyś o zrobieniu literackiego talent shows. W jury, dajmy na to, profesor Miodek (wszak o ojczyznę wysławianą polszczyzną chodzi, poza tym Profesor to showman urodzony), ktoś modnie á la Szczepan Twardoch ubrany i uczesany (może on ci, sam Twardoch zasiadłby w jury), a i jeszcze, dla równowagi, posępny człowiek z gór, wysmagany wiatrem mongolskich stepów, Andrzej Stasiuk. I Michał Rusinek. Bo na limerykach się zna dobrze, a i w orzeszki zaopatrzyłby chudych literatów na dorobku. A przed nimi, na zmianę, twórca haiku (haikarz? haikanka?), bard z gitarą (dla wszystkich starczy miejsca), epik, dramaturg, sonecista, nowelistka, na powrót kraina łagodności, znów dramaturg, no i te dyskusje: „Wydaje mi się, pani Malwino, że metafora zakropkowanego indyczego jaja jako trzeciego oka Pana Boga, w czwartym wersie, była nieco na wyrost”. „Proszę pana, gdzie pan się ubiera? Poeta już tak nie wygląda. Niech pan poszuka dobrego butiku. A i proszę sobie wstawić jedynkę”. „Pani wymawia takie piękne starodawne, aktorskie »ł« przedniojęzykowo-zębowe! Niech pani powie: białoskrzydła piękna pławaczko. Ach, jak pięknie, prawda?”. „Za łagodnie, chłopie. Co to w ogóle jest? Na twoim miejscu ja bym tu kurwą rzucił. A w ogóle dajcie mi wszyscy spokój”.

Tego chcecie? Prędzej lub później TVP Kultura (na stacje komercyjne bym nie liczył) zrobi taki formacik.

Chciałem zatem uroczyście oświadczyć: konkurs kryminalny „Lato z kryminałem” nie był Castingiem Na Pisarza. Był – primo – promocją mojej osoby. To oczywiste. Secundo: promocją gatunku (przeżywającego i tak swoje złote chwile). Tertio: próbą zmierzenia się z owym gatunkiem, przy czym mierzenie to było obwarowane dodatkowymi szykanami. Koniec. Kropka.

I muszę powiedzieć, że podjęliście rękawicę. Przypomnę tylko tym, którzy mają Alzheimera za bliskiego sąsiada: utwory – sztuk sto pięćdziesiąt trzy. Retro i współcześnie, wielkomiejsko i prowincjonalnie, w Ameryce, na Przystanku Woodstock, a nawet w cieniach weneckich kościołów. Polityków jak na lekarstwo (myślę, że znamienne), więcej księży. Mało cyberprzestrzeni, co może świadczyć, że kryminał raczej lokujecie dość tradycyjnie, nie zaś w erze 2.0. Policjanci, seryjni mordercy, samobójcy, dziennikarze, pisarze nawet, a także Herkules Poirot. Warszawa czasów okupacji i Jarocin z połowy lat 80. ubiegłego wieku. Utwór przysłany wierszem (prawdziwa murder ballad) i taki, który dwukrotnie przekroczył limit objętości (aby była jasność: odpadł, ale przeczytałem).

Czego szukałem? Mój sensei od karate zawsze mawia: pamiętajcie, karate to przekazanie szoku.

Akcja.

Jeden strzał.

Impuls.

Wstrząs.

Bam!

Szukałem zatem, mówiąc nieco górnolotnie, bardziej autora niż gatunku. Mówiąc ściślej: bardziej szukałem Was zamieszanych w gatunek, ale próbujących nadać mu coś własnego i pozostawić swój podpis. Paradoksalnie to właśnie opowiadanie, a nie powieść, jest znakomitą formułą, ze względu na zwięzłość formalną, aby bardziej eksperymentować niż naśladować i odtwarzać, przy czym nie chodzi o samą sztukę eksperymentu dla sztuki. By zilustrować tę uwagę przykładem, a właściwie kontrprzykładem. Wiele autorek i wielu autorów zaczynało od prognozy pogody i opisu lata (patrz punkt: szykany konkursowe). A gdy widzę prognozę pogody nawet w osobie Jarosława Kreta, o sekspogodynkach nie wspominając, to (się) wyłączam. Gdyby opowiadanie działo się w środowisku meteorologów, wtedy inna sprawa. Albo wokół ciała krążyłby rój much i wtedy… Rozumiecie, chyba, o co chodzi.

Opowiadania trojga autorów potraktowałem trochę poza konkursem. Nie gniewajcie się. Znam ich bowiem osobiście lub pośrednio, poprzez ichnią twórczość. Karino (przepraszam, że tak bezpośrednio, ale ze względów stylistycznych będzie łatwiej), Jacku, Stefanie – moje honory nie są Wam do niczego potrzebne, powiem jedynie, że przeczytałem Wasze teksty bez bólu, a z przyjemnością. Dzięki.

W kilku przypadkach początek był znakomity, a potem… Potem coś nie trybiło, a autor stawał się zakładnikiem świetnej introdukcji i niewykorzystanej szansy. Tę uwagę kieruję w stronę Romana („Przypadkowe spotkanie”) oraz Jagody („Kury”). Wielu autorów wzbudziło moją sympatię. Kłaniam się tu Joannie – Kraszewskiej naszego konkursu, która przysłała bodaj cztery opowiadania (to trochę jak z esemesami do radia, ale wolno było? Wolno). Pokłony dla Przemka z Katowic, z którym dzielimy psychofanowską sympatię względem pewnego profilera. Na mojej liście tytułów zdecydowanie wygrywa Judyta („Trupy i morele” – byłaby fajna nazwa dla rockowego bandu, swoją drogą), a gdybym przyznawał nagrodę imienia Chandlera za dialogowy feeling, trafiłaby do Zygmunta („Wrogów będziesz deptać” – też niezły tytuł, zresztą).

Tyle o tym.

A teraz wkracza na scenę Huphrey Bogart. Światła gasną. Reflektor punktowy wydobywa postać.

Bogart w dłoni trzyma kopertę. Próbuje ją otworzyć, ale średnio mu to wychodzi. Patrzy na Was i zmęczonym głosem mówi:

– To chwilę potrwa.

Potrwa do poniedziałku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Eeej, ale jak tu podkreślić, że akcja dzieje się latem, bez nawiązania do pogody?

  2. Można napisać że bohater bardzo się pocił i szlag go trafiał jak widział te tłumy ludzi w Mielnie. Trudno wyobrazić sobie taki obrazek zimą

  3. Panie Mariuszu – emocje rozpalił Pan, że go!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @owalny: „Eeej, ale jak tu podkreślić, że akcja dzieje się latem, bez nawiązania do pogody?”

    Można podkreślić muchą lata: „Nagle zobaczył – mucha lata nad trupem”

  6. A Zygmunt Miłoszewski w swoich kryminałach opisywania pogody nie unika, i wiecie co? Nawet przyjemnie się to czyta 🙂 Chyba kwestia stylu, w jakim się to zrobi…

  7. Bardzo zainteresowała mnie Pańska uwaga dotycząca moich ‚Kur’. Sama uważałam początek za dość tani, nawet kiczowaty i byłam przekonana, jako, że mam tylko 20 lat, że za kolejnych dwadzieścia będę czytała go ze sporym zażenowaniem. Napisałam go, bo po pierwsze nie miałam lepszego pomysłu a po drugie wydawało mi się, że mimo wszystko może ‚chwycić’. A teraz wchodzę a Pańskiego bloga i okazuje się, że w Pańskich oczach jest ‚znakomity’. Jako, że nie będę miała okazji zapytać gdziekolwiek indziej, zapytam tutaj: dlaczego był znakomity? Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat pożądanego przez publiczność warsztatu i to chyba dobre miejsce, bo ja widocznie nie potrafię właściwie osądzić, która część opowiadania jest przyzwoita, a która mniej. Byłam przekonana, że rozwinięcie i zakończenie są interesującą grą z konwencją klasycznej powieści detektywistycznej ale okazuje się, że to początek, o którym nie miałam zbyt wysokiego mniemania przykłuł Pańską uwagę.
    Przepraszam innych czytelników za spamowanie forum. Gdyby zechciał mi Pan odpowiedzieć w mailu, proszę napisać, podam adres.

  8. Pani Jagodo,
    chętnie to Pani wyjaśnię, w istocie off the record.

    Widocznie jestem kiczowaty i w takowej konwencji gustuję.

  9. @kwadratowy: taaa, tudzież „Latorośl latała boso”. Lato podkreślone dwukrotnie 😉

  10. Dziękuję i kłaniam się również. I gratuluję wytrwałości w czytaniu naszych tekstów;)

  11. A kiedy nadejdzie już poniedziałek wielu otrzyma ŚMIERTELNY POCAŁUNEK i zgasną światła nadziei. Nowa wiara przyjdzie z nowym wyzwaniem i znów się spotkamy. Miłej podróży.

  12. Panie Mariuszu, już. Proszę się nad nami nie znęcać. Na razie od niecierpliwego odświeżania strony mam tylko migrenę, ale jak tak jeszcze posiedzę z godzinę, dwie, trzy, to to może się naprawdę źle skończyć. Prawie jak w kryminale 🙂

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*